Ważne!

Spotkanie KAHy w 2013 r - relacja uczestniczki

Spotkania » XII spotkanie KAHy - 5/6 października 2013 » Spotkanie KAHy w 2013 r - relacja uczestniczki

Tegoroczne spotkanie KAH-y miało gorący przebieg; relacje z podróży na Czarny Ląd uzupełnione były reminiscencjami z azjatyckich wojaży, a na podsumowanie wykład o magii picia herbaty i egzotyczna przekąska na lunch. Na deser palący temat kontrowersji wokół Kamieni na szaniec.

Pożegnanie z Afryką

Czerwcową wyprawę do Tanzanii 18 byłych i obecnych instruktorek harcerskich z KAH-y wspominały Bożenna Hołownia i Monika Figiel. Podróżniczki nie cierpiały na brak wrażeń od samego początku wyprawy; po wyjechaniu z Nairobi utknęły w korku, gdyż droga okazała się zablokowana przez uliczne zamieszki. Pierwsze obrazy Afryki to właśnie drogi i toczące się wokół nich życie; na przydrożnym śmietnisku pasie się bydło, wzdłuż miejskiej uliczki ciągną się korowody straganów z sadzonkami wystawionymi na sprzedaż. Jest i supermarket. Słownie: jeden.

Bożennka opowiada, jak sobie radzą tam kobiety na życiowym zakręcie: włoska działaczka społeczna otworzyła dla Masajek sklep, rodzaj spółdzielni rzemieślniczej, w którym kobiety sprzedają własnoręcznie przez siebie wykonaną biżuterię. Tak zarabiają na życie po ucieczce z domu, który opuściły uciekając przed domową przemocą.

Jest i ślad polski na afrykańskiej ziemi – cmentarz w Tengeru. W czasie II wojny św. był tam duży obóz polskich uchodźców, którzy z Armią

Andersa wyszli z ZSRR i przez Iran, Irak, Palestynę dotarli na Bliski Wschód, a stamtąd do Afryki. Cmentarz wyróżnia się ekumenizmem; leżą na nim katolicy, prawosławni i Żydzi.

Podróżniczki posiłkując się zdjęciami z zapałem opowiadały o afrykańskich pejzażach; czynnym wulkanie (ostatni wybuch w 2008 roku), sawannie, która w miesiąc po zakończeniu pory deszczowej mieni się kolorami żółci, ale jeszcze niedawno była soczyście zielona. Rośnie na niej 14 gatunków akacji, a Monika wypatrzyła na niej słonia. Na sawannie, nie na akacji.

Zwiedzanie zwiedzaniem, ale nie po to harcerka jest harcerką, żeby nie zrobić czegoś dla innych. Inni, potrzebujący są wszędzie i harcerka takich wszędzie znajdzie. Nasze tez znalazły. Dzieci z sierocińca w Mweka prowadzony przez ss. Urszulanki, niedaleko Moshi u stóp Kilimandżaro. Mieszka tam 380 sierot, których rodzice w większości zmarli na AIDS. Nasze podróżniczki, z zawodu nie malarze pokojowi, ale doktorki, menadżerki i profesorki złapały pędzle i pomalowały dzieciom kuchnię, naobierały ziemniaków i wybawiły się z maluchami ku uciesze obu stron. Zorganizowały też zbiórkę na zakup książek i – już po powrocie – wydały kalendarz z bajkowymi fotografiami z podróży, a dochód z jego sprzedaży także ma zasilić konto sierocińca. Więcej na ten temat na blogu www.tanzania.kaha.org i na stronie KAH-y.

Spotkanie z Azją

Kolejną podróżniczką, która podzieliła się swoimi wrażeniami z zamorskich wojaży była Anna Ptaszek. Barwną narrację druhny Ani ilustrowały piękne zdjęcia azjatyckich pejzaży i ludzi, których spotykała wędrując z mężem przez Kambodżę, Birmę i Laos. Opowiadała m.in. o skomplikowanej historii tego targanego konfliktami zakątku świata; - to są kraje, które dopiero niedawno się otworzyły. W latach 70. rządzili tam Czerwoni Khmerzy, którzy dokonali kompletnej dewastacji tego kraju (Kambodży – przyp. red.), wymordowano połowę narodu. Do tej pory pola minowe zbierają swoje żniwa. Najbardziej porażające jest to, co zrobiono z dziedzictwem kulturowym. Kaniuta opowiadała i pokazywała to na zdjęciach, jak przyroda dosłownie pochłaniała całe obiekty architektury sakralnej;
- Kiedy w XIX wieku archeolodzy zaczęli odkrywać na nowo te regiony i dosłownie wycinać z dżungli obiekty architektury okazało się, że niektóre świątynie trzymają się już tylko dzięki drzewom – mówiła.
W opowieści nie brakło również wątków społecznych, wrażliwości na los pojedynczych ludzi. Kaniuta postrzega ich tak: - wiele tam (w Kambodży) kalek, ofiar pól minowych, ale nie ma żebractwa. Ludzie są dumni i godni: albo grają na ulicy, albo sprzedają pamiątki, ale nie żebrzą. Zachęca do odwiedzania tego zakątku świata tak: - To, co można zrobić dla Birmy, to jeździć tam. Ludzie biedni się z tego utrzymują, z turystyki, sprzedaży pamiątek. Byłam w kilku rejonach Birmy, to są zabytki godne listy UNESCO. Birma przeżyła turystykę rabunkową, w wielu świątyniach można zobaczyć posągi Buddy z IX wieku i wszystkie są z odrąbanymi głowami, bo całego posągu nie dałoby się przewieźć przez granicę.

Magia zaklęta w herbacie

- Same panie? – zdziwił się na widok damskiego audytorium Maciej „Magura” Góralski, orientalista, muzyk i tłumacz literatury buddyjskiej.
KAH-ny przytaknęły: - Tak, same panie.
- Trochę tak dziwnie –zadumał się prelegent.
Tyle wstęp. Potem Maciej Góralski, związany z Muzeum Azji i Pacyfiku wprowadził panie (same!) w magiczny świat herbaty. Pokazał nam na wstępie film o Tajwanie dostępny w kilku wersjach językowych. Patrząc na KAH-y stwierdził, że dla nas pewnie optymalna byłaby wersja w języku rosyjskim, ostatecznie stanęło na wersji anglojęzycznej.
Z herbatą jest tak: prawdziwa herbata to jest tradycja, która ma 3 tys. lat czyli więcej, niż cała nasza kultura zachodnia. W Chinach pije się przede wszystkim herbatę zieloną. W Polsce nie jest ona jeszcze, zdaniem prelegenta, dostatecznie popularna, choć dobrze zaparzona, to prawdziwy eliksir. Chińska legenda głosi, że herbata powstała przypadkowo: pewien mityczny chiński cesarz zasnął pod drzewem, gdzie w kociołku gotował wodę. Liście drzewa herbacianego wpadły do wrzątku i tak powstała herbata. O zaletach naparu można powiedzieć wiele: chroni przed rakiem, oczyszcza wątrobę i krew, usuwa senność.
W Japonii wokół picia herbaty powstała cała religia. Opiera się na wspólnej medytacji i wyznawaniu wspólnych zasad. – To trochę jak harcerstwo, tylko zamiast jeżdżenia na biwaki pije się herbatę – skonstatował prelegent. Dla Japończyków herbata jest swego rodzaju sakramentem.
Maciej Góralski odpowiadając na liczne pytania przestrzegał przed piciem herbat z supermarketów, zwłaszcza tych w torebkach.
To, co nazywamy czarną herbatą to jest zielona herbata tylko sfermentowana, a w przypadku tego, co kupujemy w torebkach, czyli Lipton czy inne świństwo, to ona nawet nie jest sfermentowana tylko chemicznie zrobiona w fabryce przy udziale wielu chemikaliów i jest bardzo niezdrowa – przekonywał. Co zatem powinniśmy pić?
- Trzeba kupować chociażby najtańszą herbatę, ale produkowaną lub choćby pakowaną w Chinach.
Na koniec wykładu ciekawostka lingwistyczna; otóż słowo herbata brzmi w każdym języku podobnie: chińskie cza jest podobne do rosyjskiego czaj i ang. tee. Nawet polskie słowo herba – ta to zbitka herba czyli ziele i ta czyli chińskie cza – ziele herbaty.

Jeszcze o Kamieniach na szaniec

Ewa Frąckowiak przypomniała o niedawnym spotkaniu w Domu Spotkań z Historią poświęconemu Kamieniom na szaniec. Ukazał się też w tym czasie wydany przez NWH Epilog do Kamieni na szaniec autorstwa Grzegorza Nowika, którego dodruk w związku z wyczerpaniem nakładu planowany jest na początek przyszłego roku.
Do tematu lektury nawiązała też Ewa Hoffmann–Piotrowska. Przypomniała burzliwą dyskusję, która na temat książki przetoczyła się wiosną przez media, a zapoczątkował ją wywiad z jedną z badaczek Instytutu Slawistyki PAN, który się ukazał w Gazecie Wyborczej.
Ewa Hoffmann–Piotrowska interpretację badaczki nazwała wyjątkowo obrzydliwą, a sformułowane przez nią tezy - nadużyciem interpretacyjnym. Zarzuty badaczki z PAN postawione środowisku naukowemu dotyczyły tego, że Polacy nie potrafią się rozprawiać z mitami, Kamienie na szaniec są legendą i że nie potrafimy dyskutować o historii w sposób profesjonalny. Spotkanie w DSH tymczasem było zaprzeczeniem tych zarzutów, dyskutowali tam naukowcy, publicyści i naoczni świadkowie, uczestnicy tamtych wydarzeń, co jest wyjątkową wartością tych spotkań. Ewa Hoffmann–Piotrowska wspomniała o tragicznej postaci Heńka Ostrowskiego, który nie dość, że pokazany w Kamieniach na szaniec jako ten, który się załamał w śledztwie, nie doczekał się rehabilitacji w o wiele później realizowanym filmie, którego i Orsza i Kamiński byli konsultantami historycznymi.
Ta narracja nie została zmieniona – mówiła Ewa podkreślając, że było to dla niej trudne do przyjęcia i jedyne tłumaczenie, jakie mogła znaleźć było takie, że Kamiński chciał pokazać) pewne modelowe postawy, dynamikę tych postaw. Był to – zdaniem Ewy – pewien rodzaj poświęcenia prawdy historycznej innym celom. Tak zrobił Mickiewicz w Reducie Ordona, gdzie też Mickiewicz poświęcił prawdę o Ordonie po to, by stworzyć pewną narrację – tłumaczyła.
Prelegentka poruszyła też niezwykle interesującą i – jak podkreśliła – zupełnie nieprzebadaną kwestię inwigilowania Szarych Szeregów przez NKWD.W tak wielkiej organizacji trafili się i zdrajcy, jest to temat tyle ciekawy, co trudny do zrealizowania, gdyż nie ma dziś dostępu zarówno do archiwów NKWD jak i warszawskiego gestapo.
Ostatnim wątkiem prelekcji był temat filmu Roberta Glińskiego Kamienie na szaniec, do którego właśnie zakończono zdjęcia, a premiera planowana jest na wiosnę przyszłego roku. Tematyce filmowej będzie też poświęcone najbliższe spotkanie w DSH zaplanowane na 16.11.br.

Po spotkaniu wjechał lunch nawiązujący smakowo do orientalnej tematyki prelekcji: podano sushi. Z wyparzonymi przez wasabi podniebieniami część grupy udała się wieczorem do Teatru Polonia na sztukę Baba Chanel.

Nazajutrz, w niedzielę już tradycyjnie w kościele św. Marcina przy ul. Piwnej odbyła się Msza św. w intencji poległych i zmarłych harcerek. Po Mszy wszyscy dali sobie Bratnie Słowo na dziedzińcu kościelnym, a potem mała grupa udała się zwiedzać wystawę Polscy Odkrywcy Syberii, po której oprowadzała Małgorzata Sobieszczak–Marciniak.

K. Olszewska